Rozległą równiną hen po horyzont...
Opuściwszy lodowiec, ruszyliśmy na wschód .
Droga coraz bardziej stawała się prosta i równa
jak rozciągające się wokół połacie traw, mchów
i kamieni.
Wkraczaliśmy w nasz najlepszy do jazdy czas,
późny wieczór, kiedy droga była już prawie pusta,
z rzadka tylko przemykał jakiś zapomniany samochód
a jednocześnie, mimo dawno już zapadłej z kraju nocy
tu było po prostu ciągle jasno.
Nawet zachód słońca niewiele to zmieniał.
Rozległa kraina, nasz przyjaciel wiatr, który wraz ze zmierzchem zaczynał nam
w końcu sprzyjać, pustka, droga i my. Dwóch samotnych Jeźdźców Dharmy
przemierzających ten niezwykły kraj w poszukiwaniu istnienia sensu Świata, siebie ...
a może po prostu jadących dla samego przemierzania połaci tego islandzkiego
mikro-wszechświata a tak naprawdę odzwierciedlania w nim samych siebie...